Into the wild

Od trzech dni rezyduję na Ko Chang – największej wyspie wschodniego wybrzeża Tajlandii. Są palmy, biały piasek i błękitna woda. Mieszkam w chacie, umocowanej na wysokich palach. Drewno nadgryzione zębem czasu przepuszcza miejscami światło. Drzwi domku wychodzą na rzekę, a w zasadzie na jej wspomnienie – prawo pory suchej. Jeden z moich sąsiadów całymi dniami wyleguje się na hamaku. Poza „dzień dobry” nie zamieniamy ani słowa.

Nocą dżungla nie pozawala mi zasnąć – coś huczy, coś miauczy, coś ćwierka. Razem ze mną nie śpią tabuny mrówek, które niestrudzenie przemierzają moje łóżko. Biegają w te i z powrotem, w tylko sobie znanym celu. Czasem któraś się zapomni i zamiast mnie ominąć zaczyna po mnie dreptać. Strasznie smyra. Przysypiam w ciągu dnia, a jednocześnie łapię ostatnie chwile w Tajlandii. Za parę dni ruszam dalej – do Birmy. Do tego czasu – relaks.

_ATE3031

_ATE3038

_ATE3047

_ATE3053

_ATE3062

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s