The show must go on

Ku uciesze mego żołądka opuszczam Myanmar. Lokalna kuchnia to ogromne wyzwanie dla układu trawiennego, nie tylko mojego. Nawet największy pasjonata frytek poległby w pół drogi. Tłuszcz, tłuszcz i jeszcze raz tłuszcz. Odhaczam jedno zatrucie pokarmowe i parudniowy uraz do makaronu. Serce jednak nieco się smuci.

Myanmar zachwyca. Trochę surowy, trochę nieociosany – jeszcze przez chwilę dziki. Przez moment, bo przemysł turystyczny nieubłaganie zmienia jego pierwotny krajobraz. Coraz więcej tu hoteli, luksusowych ośrodków i udogodnień w europejskim stylu. Budynki dosłownie rosną w oczach. Lokalny autobus odchodzi w niepamięć – jego młodszy i szybszy VIP brat wygrywa konkurencję. Taksówkarze, dorożkarze, kierowcy busów, właściciele łodzi prześcigają się w wyłapywaniu klientów. W tumanach kurzu, w oparach spalin kręci się biznes. Trudno się dziwić – każdy kraj potrzebuje przypływu gotówki, ten zwłaszcza. Tak więc zostawiam tu swoje pieniądze trochę w poczuciu misji, ale nie bez wyrzutów sumienia. Zdaję sobie sprawę, że turystyka to siła napędowa myanmarskiej gospodarki, jednocześnie martwię się o kierunek zmian. Obawiam się, że przy tak dynamicznym rozwoju szybko utraci on to co ma najcenniejsze – swoją autentyczność. Być może dramatyzuję, niemniej w natłoku myśli podszytych nutą melancholii pozostaje mi jedynie żywić nadzieję, że nie karmię węża, która za chwilę zje swój ogon.

_ATE3215

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s