Alive and kicking

Zdarzają się dni i miejsca, gdzie nie za wiele się dzieje; gdzie granica między nocą i dniem zaciera się niepostrzeżenie. Zdarzają się jednak też takie, kiedy wrażeń jest ponad miarę. Gdy dwóch bliżej niezidentyfikowanych Kambodżan odjeżdża z twoim telefonem, portfelem i paszportem. Gdy okazuje się, że najbliższa Polska Ambasada jest w sąsiednim kraju, a miejscowe placówki dyplomatyczne mogę wysłać Cię jedynie do domu. Gdy mimo wszystko postanawiasz kontynuować podróż, ubiegając się po raz kolejny o opłacone już wizy i tłumaczysz w Urzędzie Imigracyjnym, że naprawdę nie masz z czego opłacić ich „troski”. Gdzie przejechanie w gruncie rzeczy niewielkiego miasta zajmuje godziny i pojawiasz się w odpowiednim miejscu, ale nie o odpowiedniej porze. Gdy okazuje się, że wyrobienie nowego paszportu zajmuje 45 dni, a Twoja wiza obejmuje jedynie 29. Gdy na każdej granicy odbywasz indywidualną rozmowę, wzbudzając zainteresowanie wszystkich, pokazując zamiast paszportu kartkę formatu A4 z naprędce zrobionym zdjęciem. Bywają i takie. Niemniej podnosisz się, poprawiasz koronę środkowym palcem i ruszasz dalej. W końcu Wietnam sam się nie zobaczy.

PS. Nic mi nie jest, mamo. Nic mi nie jest, świecie.

***

There are days and places where not much happens; when there is no difference between day and night. However, there are also those when you experience way beyond measure. When two unidentified Cambodians drive away with your mobile phone, wallet and passport. When it turns out that the nearest Polish Embassy is in the neighbouring country, and the local diplomatic missions can only send you back home.

When, after all, you decide to continue the journey, you have to reapply for already paid visas, at the same time trying to explain to the Department of Immigration that you really do not have money to pay extra for their ‘concern’. These are days when it turns out that it takes 45 days to get a new passport, and your visa expires in 29. When at each border you are individually questioned, arousing the interest of all when showing a sheet of A4 paper instead of a proper document. Sometimes such things happen. Nevertheless, you get up, fix your crown with a middle finger and go further. Vietnam is waiting.

PS. I’m fine, mum. I’m fine, world.

alive and kicking

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s