Good company?

Im dalej w głąb lądu tym bardziej dziko, tym zieleniej. Kilka dni krążę pomiędzy dwoma jeziorami zastanawiając się, które z nich wybrać, żeby zobaczyć jak najwięcej, a jednocześnie inaczej niż wszyscy. Tak jakby mi się udaje.

Na jeziorze Trang An ląduje w łódce z wietnamską rodziną. Po południu ciężko tu o „białą twarz”. Chcąc nie chcąc, autochtoni muszą przyjąć mnie pod swoje skrzydła. Oni – zachwyceni, ja – jeszcze nie wiem. W szóstkę dzielimy zaledwie parę metrów niestabilnej powierzchni, na którą jesteśmy skazani przez najbliższe dwie godziny. Ja nie mówię po wietnamsku, oni po angielsku. Wiosłujemy na zmianę. Kiedy wydaje mi się, że na tym poprzestaniemy, zaczynają się pytania: skąd, dokąd, dlaczego. Pokazuję na migi, próbując ratować się słownikiem. Na niewiele się zdaje. Nikt nic nie rozumie, ale pytania nie ustają. Wiosłuję coraz szybciej, mając nadzieję, że czas również przyspieszy. Wtedy z zaułka wyłania się kilka łodzi po brzegi wypełniona azjatyckimi turystami. Zaczynają krzyczeć, pozdrawiać, robić zdjęcia. Nie mam szans na ucieczkę. Są wszędzie. Szybko odpuszczam plan natychmiastowego desantu. W przerwie pomiędzy kolejnym machnięciem wiosłem, uśmiecham się i odmachuję. I tak przez następne półtorej godziny.

***

The further to the South, the wilder and greener. I cycle between two lakes, wondering which one to choose to see as much as possible, and not the same as everyone else. In some way I succeed.

On the lake Trang An I end up in one boat with the Vietnamese family. They seem delighted, me – not so sure. The six of us share just a few meters of unstable piece of wood, on which we will spend next two hours. I don’t speak Vietnamese, they don’t understand English. We paddle bu turns. When it seems that we will travel in silence till the very end of the cruise, the questions begin: where from, where to, why. My innate politeness makes me answer all of them. Unfortunatelly, the body language is not good enough. No one understands anything. However, it doesn’t restrain my companions from questioning me further. So I paddle faster and faster, hoping that time will also speed up. Suddenly, more boats with Asian tourists emerge on the horizon. They begin to shout, wave, take pictures. They are everywhere. I have no chance to escape. I give up, take a deep breath and wave and smile back. And that’s for the next hour and a half.

_ATE4630

_ATE4639

_ATE4643

_ATE4644

_ATE4661

_ATE4663

_ATE4686

_ATE4694

_ATE4699

_ATE4704

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s