Promised land

Kon Tum – półtorej godziny dzieli mnie od granicy z Laosem. Pierwszy autobus nie zatrzymuje się z braku wolnych miejsc. Kierowca drugiego sam nie wie dokąd dokładnie jedzie. Zabieram się z trzecim. W środku sami Wietnamczycy. Żadnej europejskiej twarzy. Powinnam się cieszyć – w końcu o to mi chodziło. Na granicy jednak radość nieco przygasa. Brak normalnego paszportu i wizy na wymiętej kartce nie cieszą nikogo. Młody strażnik ogląda dokumenty po kilka razy, łapie się za głowę, dzwoni po kolegę. Nikt nie odbiera. W końcu pojawia się starszy funkcjonariusz, ale i on bezradnie rozkłada ręce. Telefony nie milkną, kolejne strażnicze ciała pojawiają się i znikają patrząc na dokumenty bez przekonania. Wiem, że nie mogą trzymać mnie tam w nieskończoność, ale nie mam gwarancji, że autobus nie odjedzie beze mnie. Milczenie kierowcy zaczyna być coraz bardziej wymowne. Czterdzieści minut później pan z okienka ociera pot z czoła i robi zdjęcia wszystkim papierkom. Dostaję stempel i opuszczam Wietnam. Na granicy z Laosem dokumenty wizowe wypełniam tak szybko, że prześcigam swoich współpasażerów. Jeszcze tylko parę chwil i ucałuję laotańską ziemię.

***

Kon Tum – one hour and a half from the Lao border. The first bus doesn’t stop. The driver of the second has no idea where he is going. I’m lucky with the third one.

There are no Europeans travelling this way, only locals. I should be happy – after all that’s what I wanted. At the border, however, the joy fades somewhat. A temporary passport and visas on a wrinkled piece of paper confuse everyone. The young guard looks at the documents several times. He shakes his head with incredulity. Finally, he calls his colleague. Nobody answers. In the end, a senior officer shows up but he throws up his hands helplessly. Phones do not fall silent. Another guard comes and disappears quickly after looking at documents without conviction. I know they can’t keep me there forever, but I have no guarantee that the bus will not go without me. The silence of the driver becomes more and more meaningful. Nevertheless, forty minutes later the guard wipes the sweat from his forehead and takes pictures of all papers. He looks at me one more time and finally, I am given a stamp allowing me to leave Vietnam. An the Lao border, I fill in visa application so quickly that I outdo my fellow passengers. Just a few moments later and I kiss the Lao ground.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s