Stardust

Jest weekend. Dojazd z Palm Springs do Los Angeles zajmuje półtorej godziny. Zjazd z obwodnicy czterdzieści minut. Szukanie miejsca parkingowego – wieczność.

Mój hostel znajduje się w sercu miasta. Niczym nie różni się od sąsiadujących z nim domków jednorodzinnych. Nie ma żadnej tabliczki, recepcji, nikogo. Jest za to kosz na bio odpady i specjalne pomieszczenie do palenia “trawki”. Część przyjezdnych nigdy nie wychodzi poza jego mury.

Sobota i niedziela w centrum to koszmar. Tłumy turystów, sobowtórów gwiazd, naganiaczy wycieczek. Kolejki na każdym rogu i do wszystkiego. Do galerii, do restauracji, do zdjęć. Spacer po Alei Gwiazd szybko mi się nudzi. Rozpoznaję jedno na osiem nazwisk. Po godzinie chcę położyć się na środku chodnika i krzyczeć.

Hollywood jest inne. Ciche. Zielone. Eleganckie. Ubrane w pastelowe domy i ludzi z psami. Nie słychać dzieci, ale na pewno gdzieś tam są, tulone przez swoje meksykańskie nianie. Ich równie meksykańscy mężowie przycinają krzewy i wyławiają liście z przydomowych basenów. Nikt nie rzuca śmieci. Krawężniki lśnią bielą świeżo nałożonej farby. Tutaj wszystko jest jak w bajce. Tutaj muszą mieszkać słynne anioły z LA.

***

It takes one hour and a half to get from Palm Springs to Los Angeles. Another forty minutes to exit the highway. And eternity to find a parking space. The weekend is about to start.

My hostel is situated in a quiet area in downtown. All buildings look the same. There are no signs. No front desks. Nothing to tell the difference between them. In my hostel, however, there is a special area where one can smoke weed. Some of the visitors never go beyond this point.

Saturdays and Sundays are the worst in the city centre. Full of tourists, doppelgangers and trip advisors. People stand in long lines to everywhere. To galleries. To restaurants. To photos. The Walk of Fame makes me tired very soon. I can recognise only twelve percent of the names. After an hour I want to lie down and tear my hair out.

Hollywood is different. Green. Peaceful. Elegant. It is dressed in pastel houses and people with dogs. You cannot hear children, but, surely, they are somewhere there. Cuddled by their Mexican nannies while their Mexican husbands mow the grass and take care of leaves in backyard pools. No one litters. No one screams. No one makes noise. That must be the place where famous LA angels live.

_ate0057

_ate0058

_ate0059

_ate0073

_ate0074

_ate0077

_ate0080

_ate0096

_ate0101

_ate0106

_ate0107

_ate0118

_ate0122

_ate0125

_ate0131

_ate0139

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s